Silesia Party 8 - raport

V-12

Aż 4 lata musieli czekać Commodorowcy w Polsce na kolejną odsłonę jedynej imprezy dedykowanej bezpośrednio ich społeczności. Ósma edycja Silesia Party odbyła się w dniach 23-25 czerwca 2017 r. w Tychach. Miejscem spotkania był lokal o nazwie Underground Pub, który w przeszłości gościł w swoich zakręconych murach niejedną znaczącą gwiazdę ciężkiego brzmienia. W rolę głównego organizatora wcielił się ponownie Raf, a w gronie współpracowników znaleźli się SuperNoise, Odyn i Kisiel.

Wejście na party placeW długą podróż na party place wybrałem się wraz z Datą, który tradycyjnie dołączył do mnie w Krzyżu. Tym samym pociągiem od Poznania podróżował kolejny member Tropyxu, jakim jest Gały. Ze względu na posiadane przez nas miejscówki i zbyt dużą odległość dzielącą nas od siebie, zdecydowaliśmy na spokojnie spotkać się na dworcu w Katowicach. I tak też się stało. Po zakupie biletów na pociąg Kolei Śląskich do Tych wsiedliśmy do EZT i niebawem znaleźliśmy się w miejscu docelowym. Czekał nas jeszcze ponad kilometrowy spacer w strugach deszczu. Jak się potem okazało, była to jedyna tego weekendu oznaka gorszej pogody w Tychach, albowiem przez kolejne dwa dni rządziła wyjątkowo upalna aura.

Ze znalezieniem pubu nie mieliśmy większych problemów, choć widok roztaczających się dookoła blokowisk był lekko przygnębiający. Sama lokalizacja okazała się wręcz idealna. Bardzo spokojna okolica, fontanna, kilka sklepów pod nosem i tylko 2 kilometry do miejsca z noclegiem. Lepiej nie można było sobie tego wymarzyć. A lokal? Jak sama nazwa wskazuje - undergroundowy. Wchodzi się do niego przez długie i strome schody, następnie mija bar, przechodzi przez dosyć ciasny tunel i salę z bilardem, skręca w lewo i dociera do sali koncertowej. Jej przestronność sprawiała, że każdy mógł czuć się tam komfortowo (nie raz przyszło nam imprezować w bardzo ciasnych lokalach, gdzie podczas kompotów stojący z przodu ludzie zasłaniali big screena...). Miejsca było tak dużo, że aż z żalem spoglądało się na niezbyt obszerne grono przybyłych gości.

Oficjalne rozpoczęcie imprezyW tle trwały ostatnie prace związane z przygotowaniem sprzętu do działania. Kisiel wspinał się na drabinie i przeciągał przedłużacz. Na party place, mimo dosyć wczesnej pory (było wówczas dopiero po godzinie czternastej) koczowało już garść scenowców w tym kilku kojarzonych głównie z partiesami multiplatformowymi. O ile AceMan czy Fei gościli już na imprezach C64 only, o tyle dla Phibrizzo było to debiutanckie uczestnictwo. Oprócz nich na party place w swojej nieśmiertelnej niebieskiej koszulce odpoczywał Sebaloz. Był obecny również m.in. Leming. Po chwili podszedł do nas pewien jegomość, próbując przypomnieć sobie, czy jest w stanie kogoś rozpoznać. Dopiero na mój widok na jego twarzy pojawił się szczery uśmiech. Tym jegomościem był Aristo! Przywitaliśmy się serdecznie, próbując zarazem przypomnieć sobie, ile to lat minęło od naszego ostatniego spotkania. Aż 14! Aristo ostatni raz gościł na ósmej edycji North Party w Warszawie. Była to zatem niebywała okazja, by powspominać stare czasy i jednocześnie zapytać Mariusza, czy obecnie żyje mu się bezpiecznie w Anglii nawiedzanej od dłuższego czasu „incydentami” terrorystycznymi.

Party oficjalnie jeszcze się nie rozpoczęło, tak więc mieliśmy sporo czasu, by stać się posiadaczami oficjalnych identyfikatorów. Udaliśmy się więc wraz z Dekanexem na miejsce noclegowe, jakim był Dom Przyjęć Nad Jeziorem. Pokoju gościnnego użyczył właściciel, będący mniej więcej w naszym wieku. Szybko w rozmowie okazało się, że sam dawno temu odwiedzał giełdę komputerową w Katowicach oraz grywał na C64, a jego ulubioną grą był Blue Max. Oczywiście zaprosiliśmy go na Silesia Party, szczególnie że piątek był dniem otwartym dla gości spoza komputerowej sceny.

Po powrocie na party place okazało się, że impreza powoli nabiera rozpędu. Przygotowania do występu na żywo czynił CJ Warlock. Przywitałem się z kim popadło, w szczególności z Nemo, Anią i Zephyrem. Dekanexowi pomogłem rozstawić się z jego zestawem C64. Sporym zainteresowaniem cieszył się jego 7-calowy monitorek z wbudowanymi głośnikami. Sprzęt wyświetla nawet interlace i jak się okazuje, świetnie sobie radzi w warunkach słabego oświetlenia w danym pomieszczeniu. Dekanex miał na zbyciu kilka sztuk i kto się zorientował, ten wnet stał się posiadaczem co najmniej jednego egzemplarza.

CJ Warlock w muzycznym natarciuCzęść scenowców okupowała stoliki z parasolami, zlokalizowane przed wejściem do pubu. Zresztą dla niektórych było to stałe miejsce imprezowania. Wśród gości znaleźli się nawet i tacy, którzy nie raczyli opłacić wejściówki i aż wstyd przyznać, że w tym gronie znalazł się legendarny MMS. Na szczęście takich przypadków można było policzyć na palcach jednej ręki. Z racji faktu, że piątek był dniem otwartym, byli i tacy (np. Argasek), którzy skorzystali z możliwości uczestnictwa w piątkowej muzycznej uczcie, nabywając tańszy bilet wstępu. Formuła „open” się jednak do końca nie sprawdziła. Wystawa retro sprzętu była bardzo uboga, a frekwencja podczas występów na żywo pod sceną wołała o pomstę do nieba.

Przy zakupie wejściówki otrzymywało się identyfikator oraz płytkę drukowaną, która po zlutowaniu może być używana jako joystick. Ten przydatny gadżet był dostępny dzięki uprzejmości Grabby. W tzw. międzyczasie na party place pojawiali się kolejni partyzanci. Przybyła formacja Arise. Zjawił się także Provocator, który chyba za bardzo wziął do siebie swój pseudonim i nieco dał znać o sobie po kilku godzinach pobytu na imprezie. Zbyt duża dawka procentów wywołała u niego zachowania prowokujące, przez co ostatecznie został kulturalnie wyproszony za drzwi wejściowe. Mimo możliwości rehabilitacji nie skorzystał z niej dnia następnego, przez co nie dane było Proveemu obejrzeć chociażby kompotów. Wśród debiutantów na party warto odnotować obecność siostry Jammera, która właśnie taką, a nie inną ksywę wpisała sobie na identyfikatorze. ;) Mnie osobiście ucieszył fakt, iż na Silesię przybył Arek, pamiętający czasy pierwszych imprez spod szyldu Intel Outside. Był prawdziwą duszą towarzystwa, chętnie poznawał i rozmawiał z partyzantami i partyzantkami. Nie pozwolił siostrze Jammera i sympatii Rafa odczuć braku towarzystwa (i bardzo dobrze, bo dziewczyny sprawiały wrażenie lekko zagubionych ;). W przeciwieństwie do niektórych osób był obecny na party place od piątku do niedzieli. Wzorowy uczeń! Swoim uśmiechem i pozytywnym nastawieniem stwarzał niesamowity klimat. Oby niebawem była ponownie okazja do spotkania!

Oficjalne rozpoczęcie nastąpiło dopiero o godzinie 22:00. Czterech jeźdźców apokalipsy wkroczyło na scenę w jednolitych, pomarańczowych koszulkach i po krótkim przemówieniu ósma edycja Silesia Party została uznana za rozpoczętą. Wnet rozbrzmiała elektroniczna muzyka miksowana na żywo przez CJ Warlocka. Potężny set, na który złożyły się również klasyczne utwory z klimatów rave i happy hardcore, początkowo porwał do zabawy garść scenowców, ale po pewnym czasie sala niemalże opustoszała. Warlockowi nie przeszkadzało to w graniu i widać było po nim, że bawi się świetnie. Publiczność przyszła ponownie poskakać pod koniec jego występu, który wydawało się, że będzie kontynuowany w nieskończoność. Na szczęście trwał tylko około 2 godziny.

Tess & Tel live @ Silesia Party 8!Znacznie mniej do powiedzenia w tym temacie miała gwiazda wieczoru - Tess & Tel. To dla tego duetu miały ściągnąć do Tych tłumy scenowców nie tylko z Polski. Tak się niestety nie stało (zza granicy przybył jedynie FatFrost i to wcale nie jest powiedziane, że specjalnie dla Tela), a wśród obecnych na party osób były i takie, których show T&T kompletnie nie interesował. Nie obyło się bez problemów technicznych, ale na szczęście opóźnienie nie było tak długie, jak to miało miejsce podczas X’2016. W ramach rozgrzewki swoje umiejętności w beatboxie zaprezentował sam Jeroen Tel, czym wywołał uzasadniony aplauz ze strony publiczności. Wnet rozpoczął się show, który w dużej mierze był kopią tego, co duet zaprezentował kilka miesięcy wcześniej w Holandii. Tess śpiewała i tańczyła, a Jeroen grał i sporadycznie również sięgał po mikrofon. Występ był bardzo udany, choć zdecydowanie za krótki. 7 utworów to moim zdaniem za mało, jak na koncert gwiazdy wieczoru. Duet wykonał następujące numery: „Buy The Sky”, „Anywhere”, „Spank Me Hard & Call Me Susan”, „Complex”, „Souldigger”, „Dream Just Dream” oraz „I’m The One”. Na koniec Jeroen Tel na specjalne życzenie jednego z uczestników imprezy zagrał melodię z własnych kompozycji do gier na C64. Jedną z nich był „Cybernoid II”. Myślę, że na tę chwilę czekało większość z obecnych na party. Tel kojarzy nam się przede wszystkim z muzyką tworzoną na SID-a i takową pewnie chcielibyśmy, żeby grał na swoich koncertach.

Po swoim występie Tess & Tel pozowali do pamiątkowych zdjęć. Gdy zniknęło zamieszanie wokół artystów, podszedłem do Jeroena, który nie ukrywał radości z mojego widoku. Wspomniał, iż bardzo się cieszy, ponieważ jestem na każdym jego koncercie. Wątpię, by zagrał on tylko 3 razy na żywo przed publicznością, ale jeżeli tak, no to miał rację. Ja również nie ukrywałem radości ze spotkania z jednym z moich 8-bitowych idoli, albowiem podczas X’2016 nie było sposobności, by spokojnie sobie porozmawiać. Jeroen jest niesamowicie przyjaznym człowiekiem i to on sam zaproponował wykonanie sobie wspólnego zdjęcia.

Party place powoli się wyludniało. Niewiele osób zdecydowało się na spanie w warunkach partyzanckich. Ci, co zostali na party place, byli świadkami kłótni, jaka wybuchła między parą Holendrów. Tess & Tel są znani ze swoich burzliwych relacji, co niejako z pewnością napędza ich do twórczego działania. Jednakże tego rodzaju zachowania nie powinny mieć miejsca wśród profesjonalistów tworzących komercyjną muzykę. Mogę jedynie cieszyć się, że nie było mi dane widzieć tej przykrej sytuacji, która mogłaby zaburzyć pozytywne postrzeganie jednego z moich wieloletnich idoli muzycznych z C64. Według relacji Gałego, to Tess rozpętała werbalną burzę, ale jak było naprawdę, to z pewnością wiedzą (i nie powiedzą) tylko i wyłącznie sami państwo T. Mimo wcześniejszych deklaracji para nie pojawiła się następnego dnia na party place i w żaden sposób nie spróbowała się zrehabilitować za wyrządzone garstce świadków ich kłótni szkody moralne.

Sobota upłynęła pod znakiem odpoczynku, relaksu, a dla co poniektórych trzeźwienia. W ciągu dnia nie działo się nic szczególnego, poza tzw. crazy compo, zorganizowanym przez Feia. Konkurs polegał na jak najszybszym zjedzeniu legendarnego Paprykarza Szczecińskiego za pomocą pałeczek. W szranki stanęli m.in. scenerzy obyci w tego rodzaju pojedynkach, odbywających się podczas multiplatformowych zlotów (kto z Was pamięta walkę, jaka odbyła się na tym polu podczas pierwszej edycji Riverwasha? ;). Tak więc o miano najlepszego konsumenta paprykarza podczas Silesia Party 8 bój stoczyli: Deadman, Phibrizzo, Grabba oraz sympatyczny człowiek z dredami o pseudonimie Moldis (pozdrawiam serdecznie i przy okazji dziękuję za miłe słowa odnośnie mojej twórczości piśmienniczej :). Walka była zacięta. Szczególnie Grabba wykazał się niebywałą zaciętością, jednakże ostatecznie minimalnie przegrał z Deadmanem.

Z racji braku innych atrakcji, zdecydowałem się udać na moje miejsce noclegowe celem odpoczynku i konsumpcji jakiegoś pożywienia. Na miejscu od piątku ze swoją grafiką walczył Data. Należą się w tym miejscu dla niego prawdziwe słowa szacunku za jego zaangażowanie i wolę ukończenia tego, co zaczął na krótko przed rozpoczęciem party. Choć praca powstawała na pecetowskim edytorze dedykowanym grafice w trybie C64, to jednak był to czysty pixel art bez wspomagania się jakimikolwiek efektami. Co prawda wielogodzinna walka odbyła się kosztem braku uczestnictwa w połowie imprezy, jednakże myślę, że zajęte miejsce w kompotach graficznych zrekompensowało partyzanckie „straty” poniesione przez Datę.

Rozpoczęcie kompotów.Party toczyło się swoim naturalnym trybem. Z racji bardzo dobrej pogody większość osób w ciągu dnia przebywała poza lokalem, m.in. okupując stoliki z parasolami. O godzinie 19:00 zwołano ekipę na dół, gdzie przed lewym big screenem zdążono wcześniej rozstawić kilka rzędów krzeseł. Jak się po chwili okazało, to prawy ekran był głównym, na którym prezentowano produkcje. Większości osób jednak nie przeszkadzał fakt siedzenia bliżej mniejszego big screena. Wnet rozpoczęły się kompoty muzyczne. Do walki stanęło 7 muzyków, w tym debiutujący na scenie C64 MotionRide. Początkowo organizatorzy prezentowali prace przy włączonym ekranie, co w przypadku zaka Toggle (odtwarzanego jako drugiego w kolejności) spowodowało poznanie jego autorstwa przez publiczność. Kolejne muzyczki odgrywane były już bez ryzyka tzw. namevotingu. Swoją drogą po raz kolejny na Silesii uwidocznił się brak sprawdzania prac przed puszczaniem ich podczas kompotów oraz ogólny niedostatek szczegółowej organizacji przebiegu całego panelu konkursowego. Na szczęście tym razem nic się realnie nie „wykrzaczyło”, a całość przebiegała całkiem sprawnie. Zresztą niezbyt obfita liczba prac zgłoszonych do konkursu zmniejszyła prawdopodobieństwo wystąpienia dodatkowych problemów technicznych.

Publiczność w trakcie oglądania produkcji7 zaków przemknęło całkiem szybko. Następnie na ekranie pojawiły się grafiki, wywołując niezbyt obfite, ale naturalne reakcje ze strony publiczności. Warto ją w tym miejscu pochwalić za wyjątkową kulturę osobistą, spokój i cierpliwość. Już nie pamiętam kiedy ostatni raz uczestniczyłem w kompotach, podczas których nie padały wulgarne okrzyki, czy też wyrazy zniecierpliwienia lub inne podobne reakcje. Nawet gdy prezentowano pakiet grafik na Commodore Plus/4 w kategorii wild, publika wręcz zachęcała, by pokazać wszystkie mimo długiego czasu wczytywania. Byłem pod tym względem w dużym szoku!

Partyzanci w skupieniu wypełniają votkiNastępnie w ramach przerywnika odbył się teleturniej „Jeden z dziesięciu”. Oczywiście w rolę prowadzącego wcielił się nie kto inny, jak eLBAN. Początkowo nawet próbował naśladować Tadeusza Sznuka, ale wnet jego uwaga skupiła się na ujarzmianiu konsumpcyjnych żądzy Grabby. Ten bowiem, zanim teleturniej rozpoczął się na dobre, zdążył skonsumować leżące przed nim jabłko. Każdy z czterech uczestników otrzymywał zestaw startowy, składający się ze wspomnianego przed chwilą jabłka, plastikowego kubka, talerza i sztućców. Zasady gry były podobne, jak w telewizyjnym oryginale, z tym że oprócz punktów „rozdawało” się przeciwnikowi dwa wybrane przez siebie źródła pożywienia i picia. Początkowo w zestawie znalazła się woda mineralna i alkohol o smaku antonówki, ale z biegiem czasu zestaw zaczął powiększać się o bardzo ekstremalne produkty spożywcze z bulionem i musztardą na czele. W szranki stanął AceMan, Fei, Grabba i nieznany zbytnio nikomu człowiek o imieniu (prawdopodobnie) Krzysztof. Publika pękała ze śmiechu, bo miała ku temu powody. Szczególnie dzięki Grabbie, którego radosne nastawienie i okazywanie wszystkim wyrazów miłości wpływały pozytywnie na ogólny odbiór całego teleturnieju. Gdyby tacy zawodnicy rzeczywiście trafiali do telewizji, to byłoby w niej co oglądać!

Jeden z dziesięciu w wersji 8-bitowej ;)Odpowiedzi udzielano na pytania z następujących kategorii: scena C64, sport, motoryzacja, showbiznes, telegazeta (!), historia i wiedza ogólna. Pytania scenowe z reguły trafiały do złych adresatów, którzy ze względu na swoje multiplatformowe zamiłowanie nie mogli posiadać szczegółowej wiedzy na temat tego, ile do tej pory odbyło się edycji Silesia Party, czy North Party w Warszawie. Z kolei motoryzacyjne pytania docierały głównie do Grabby. Zdarzało się, że niektórzy śmiałkowie brali pytanie „na siebie”, co nie zawsze kończyło się sukcesem. Ostatecznie jednak zwyciężył Grabba - gratuluję! ;)

Teleturniej prowadzony przez eLBANA rozbawił wszystkich do łez :)Następnie rozpoczęła się dalsza część kompotów. Raf odpalił prace w kategorii „multimedia” z multimedialnego (jak to określił SuperNoise) sprzętu. ;) Nie obyło się bez małych problemów technicznych, za które winę ponosił projektor. Leśnik pozamiatał kompoty multimedialne ze swoją pracą o tytule „Places”. Z kolei praca Rafa pt. „Człowiek Rejestrator 2”, choć początkowo u kilku osób wywołała reakcje w stylu „O nie!”, to jednak ostatecznie została przyjęta stosunkowo ciepło i była źródłem kilkukrotnej salwy śmiechu. W końcu dobra produkcja multimedialna nie musi być całkiem poważna.

Raf prezentuje zwycięzcę teleturnieju :)W wild compo wystawiono tylko dwie prace. Według mnie pozytywną opcją było rozdzielenie do dwóch kategorii prac, których nie da się jednoznacznie skategoryzować. Stąd też jako wildy zaprezentowano kodowane kolekcje na C64 i Plus/4, a jako multimedia wszelkie inne wytwory puszczane z peceta. Tak więc grupa Mayday! wystawiła jako wilda kolekcję muzyczną, będącą wspomnieniem zmarłego 2 miesiące wcześniej Roberta Milesa, natomiast nieznany autor zaprezentował zbiór konwertowanych grafik na Plus/4.

Muzyczny set WackaPrzedostatnią kategorią było 4K intro compo, czyli tzw. czterokilówki. Tutaj najbardziej przypadła mi do gustu praca Yugorina o tytule „Raster Pump”. Doskonale jestem w stanie wyobrazić sobie radość z tworzenia tej produkcji, w której notabene zawarto świetny motyw humorystyczny. Zresztą przed kompotami odbyłem rozmowę z Yugorinem, który nie krył rozczarowania na wieść, iż sam nie zdecydowałem się wziąć udziału w rywalizacji, chociażby ze zwykłym scrollem. Tak to już bywa, że w takich sytuacjach publiczność ocenia przede wszystkim pierwsze wrażenie i ewentualnie design, a nie całą otoczkę i okoliczności powstania danej produkcji. Jak się potem okazało, zapętlona animka Wacka (podobno stworzona na szybkiego w sobotni poranek) została bardziej doceniona, aniżeli zabawne interko Samaru z zabawnym przekazem.

Bohaterowie ósmej edycji Silesia Party, czyli grupy Arise i SamarNajwiększe wrażenie wywołało na zebranej publiczności demo compo. Choć w konkursie stanęły tylko dwie grupy, to obie zaprezentowały niesamowicie wysoki poziom. Na pierwszy ogień poszła praca Samaru. Design, klimat, świetna aranżacja całości. Po prezentacji byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. Nie sądziłem jednak, że to, co za chwilę zobaczę, spowoduje u mnie jeszcze większy „opad szczeny”. Ktoś nawet rzucił głośno z publiczności: „Tropyx?”. Nie, za chwilę na big screenie pojawiła się „ES1RA” grupy Arise. Było to demo, na jakie czekałem od lat. Świetne efekty, pozbawione ostatnio modnego tzw. color cyclingu. Odrobina starej szkoły, ale też i sporo nowoczesnych rozwiązań. Jedyne, co niejako mogło odrobinę wpłynąć na całościowy odbiór produkcji, to zbyt długie prezentowanie kolejnych obracających się tekstur. Podobno ten part i tak został skrócony podczas składania dema. Miłym zaskoczeniem była obecność w „ES1RZE” efektów Mojżesha, który zresztą był również obecny na party i to pierwszy raz od 20 lat! Grupa Arise zaprezentowała rewelacyjną produkcję na światowym poziomie. Gdyby to samo demo było wystawione na X party, z pewnością skończyłoby w drugiej dziesiątce bez większego echa. Obu grupom należą się duże słowa uznania.

C64 z redakcji C&A z pamiątkowymi podpisamiOstatnim punktem programu był muzyczny występ Wacka. Jego show z X'2016 wywołał uzasadnione poruszenie w społeczności sceny C64 (nie tylko w Polsce), stąd też naturalną konsekwencją było to, że Adam zagrał ponownie, tym razem dla rodzimej publiczności. Jego set był wyjątkowy. Przede wszystkim dlatego, że zawierał muzykę skomponowaną tylko i wyłącznie przez polskich muzyków. Oczywiście Wacek nie miksował czystych zaków, ale odpowiednio przygotowane wcześniej ich wersje okraszone nowoczesnym brzmieniem. Dobór utworów był chwilami mocno zaskakujący. W secie zabrakło przede wszystkim jakiegokolwiek utworu z repertuaru Randy'ego, ale cieszy za to fakt, że ktoś nadal pamięta o Trackerze. Publika bawiła się bardzo dobrze. Ciekawostkę stanowiła projekcja specjalnie przygotowanych plansz z tytułami aktualnie rozbrzmiewających utworów i ksywami ich wykonawców na lewym big screenie.

Pamiątkowe zdjęcie na koniec imprezyNastępnie odbyła się ceremonia ogłoszenia wyników i wręczania nagród. Początkowo organizatorzy planowali tę procedurę wykonać w niedzielne przedpołudnie, ale jednak zmiana decyzji (być może podyktowana szybkim przeliczeniem głosów) okazała się strzałem w dziesiątkę. Większość uczestników party w dalszym ciągu krążyła po lokalu i nie trzeba było zbytnio szukać tych, którzy wnet zostali wywołani po odbiór nagrody. Niezależnie od zajętego miejsca każdy otrzymał m.in. breloczek z logiem SP8 i/lub pamiątkowy kubek. Ze swoim egzemplarzem błyskawicznie pożegnał się Jammer. Brzdęk tłuczonej porcelany oznajmił niespodziewaną utratę gadżetu. Fundatorami nagród byli: Duddie, Raf, Kisiel i RS232.

Ogłoszenie wyników było w zasadzie zwieńczeniem imprezy, albowiem po kilku godzinach odpoczynku rozpoczęły się prace związane ze sprzątaniem i „zwijaniem” sprzętu. Party powoli dobiegało końca. Niedzielny poranek był czasem pożegnań i wymiany ostatnich spostrzeżeń. Po wykonaniu pamiątkowego zdjęcia na tle lokalu rozstaliśmy się z nadzieją, iż niebawem przyjdzie nam znowu wziąć udział w imprezie commodorowskiej.

V-12/Tropyx
Szczecin, 28.07.2017 r.

W raporcie wykorzystano zdjęcia autorstwa V-12 i Aro. Więcej zdjęć znajdziecie wkrótce na stronie River's Edge.